Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Konrad Wallenrod - treść lektury - strona 9


                  Nikt jej nie widział przy okienku wieży
                  Przyjmować w usta wiatru oddech świeży,
                  Oglądać niebo w pogodnej ozdobie
                  I miłe kwiaty na ziemnym obszarze,
                  I stokroć milsze swoich bliźnich twarze.

        280     Wiedziano tylko, że jest dotąd w życiu;
                  Bo nieraz jeszcze świętego pielgrzyma,
                  Gdy nocą przy jej błąka się ukryciu,
                  Jakiś dźwięk miły na chwilę zatrzyma;
                  Dźwięk to zapewne pobożnej piosenki.
                  I z pruskich wiosek gdy zebrane dzieci
                  Igrają w wieczór u bliskiej dąbrowy,
                  Natenczas z okna cóś białego świeci,
                  Jak gdyby promyk wschodzącej jutrzenki:
                  Czy to jej włosa pukiel bursztynowy,
        290     Czyli to połysk drobnej, śnieżnej ręki,
                  Błogosławiącej niewiniątek głowy?
                  Komtur, tamtędy obróciwszy kroki,
                  Słyszy, gdy wieżę narożną pomijał:
                  "Tyś Konrad, przebóg! spełnione wyroki,
                  Ty masz być mistrzem, abyś ich zabijał!
                  Czyż nie poznają? - ukrywasz daremnie,
                  Chociażbyś, jak wąż, inne przybrał ciało,
                  Jeszcze by w twojej duszy pozostało
                  Wiele dawnego - wszak zostało we mnie!
        300     Chociażbyś wrócił, po twoim pogrzebie
                  Jeszcze Krzyżacy poznaliby ciebie".
                  Słucha rycerstwo - to głos pustelnicy,
                  Spojrzą na kratę, zda się pochylona,
                  Zda się ku ziemi wyciągać ramiona,
                  Do kogoż? - Pusto w całej okolicy.
                  Z daleka tylko jakiś blask uderza,
                  Na kształt płomyka stalowej przyłbicy,