Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Konrad Wallenrod - treść lektury - strona 8

traci,
                  Zaraz Halbana i celniejszych braci
                  Wzywa do siebie i na stronę bierze,
                  Aby z daleka od ciekawej rzeszy
                  Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi.
                  Wychodzi z zamku, na równiną śpieszy;
                  Tak rozmawiając, nie pilnując drogi,
                  Błądzili kilka godzin w okolicy,
                  Blisko spokojnych jeziora wybrzeży.
                  Już ranek, pora wracać do stolicy.
        250     Stają - głos jakiś - skąd? - z narożnej wieży:

                  Słuchają pilnie - to głos pustelnicy.
                  W tej wieży dawno, przed laty dziesięciu,
                  Jakaś nieznana, pobożna niewiasta,
                  Z dala przybywszy do Maryi-miasta-
                  Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu,
                  Czy skażonego sumienia wyrzuty
                  Pragnąc ukoić balsamem pokuty,
                  Pustelniczego szukała ukrycia
                  I tu znalazła grobowiec za życia.

        260     Długo nie chcieli zezwalać kapłani,
                  Wreszcie stałością prośby przełamani
                  Dali jej w wieży samotne schronienie.
                  I.edwie stanęła za święconym progiem,
                  Na próg zwalono cegły i kamienie,
                  Została sama z myślami i Bogiem;
                  I bramę, co ją od żyjących dzieli,
                  Chyba w dzień sądny odemkną anieli.

                  U góry małe okienko i krata,
                  Kędy pobożny lud słał pożywienie,
        270     A niebo - wietrzyk i dzienne promienie.
                  Biedna grzesznico, czyż nienawiść świata
                  Do tyla umysł skołatała młody,
                  Że się obawiasz słońca i pogody?-
                  Zaledwie w swoim zamknęła się grobie,