Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Konrad Wallenrod - treść lektury - strona 7

łaski
                  Temu niech złotym wieńcem skronie rozweseli;
                  A padniem na twarz, syny człowieka,
                  Temu, nad kim spoczywa Twych skrzydeł opieka.
                  Synu Zbawicielu!
        210     Skinieniem wszechmocnej ręki
                  Naznacz, kto z wielu
                  Najgodniejszy słynąć
                  Świętym znakiem Twojej męki,
                  Piotra mieczem hetmanić żołnierstwu Twej wiary
                  I przed oczyma pogaństwa rozwinąć
                  Królestwa Twego sztandary;
                  A syn ziemi niech czoło i serce uniża
                  Przed tym, na czyich piersiach błyśnie gwiazda krzyża.



                  * * *

        220     Po modłach wyszli. Arcykomtur zlecił,
                  Spocząwszy nieco powracać do choru
                  I znowu błagać, aby Bóg oświecił
                  Kapłanów, braci i mężów obioru.

                  Wyszli nocnymi orzeźwić się chłody:
                  Jedni zasiedli zamkowy krużganek,
                  Drudzy przechodzą gaje i ogrody.
                  Noc była cicha, majowej pogody;
                  Z dala niepewny wyglądał poranek;
                  Księżyc obiegłszy błonie safirowe
        230     Z odmiennym licem, z różnym blaskiem w oku,
                  Drzemiąc to w ciemnym, to w srebrnym obłoku,
                  Zniżał swą cichą i samotną głowę;
                  Jak dumający w pustyni kochanek,
                  Obiegłszy myślą całe życia koło,
                  Wszystkie nadzieje, słodycze, cierpienia,
                  To łzy wylewa, to spójrzy wesoło,
                  Wreście ku piersiom zmordowane czoło
                  Skłania - i wpada w letarg zamyślenia.

                  Przechadzką inni bawią się rycerze.
        240     Lecz Arcykomtur chwil darmo nie