Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Konrad Wallenrod - treść lektury - strona 5

zdał się wdziewać postać nową,
                  Wtenczas twarz jego, bladą i surową,
                  Jakiś rumieniec chorowity krasił;
                  I wielkie, niegdyś błękitne źrenice,
                  Które czas nieco skaził i przygasił,
        140     Ciskały dawnych ogniów błyskawice;
                  Z piersi żałośnie westchnienie ucieka
                  I łzą perłową nabrzmiewa powieka,
                  Dłoń lutni szuka, usta pieśni leją,
                  Pieśni nucone cudzoziemską mową,
                  Lecz je słuchaczów serca rozumieją.
                  Dosyć usłyszeć muzykę grobową,
                  Dosyć uważać na śpiewaka postać:
                  W licach pamięci widać natężenie,
                  Brwi podniesione, pochyłe wejrzenie,
        150     Chcące z głębiny ziemnej cóś wydostać;
                  Jakiż być może pieśni jego wątek?-
                  Zapewne myślą, w obłędnych pogoniach,
                  Ściga swą młodość na przeszłości toniach.-
                  Gdzież dusza jego? - W krainie pamiątek.

                  Lecz nigdy ręka, w muzycznym zapędzie,
                  Z lutni weselszych tonów nie dobędzie;
                  I lica jego niewinnych uśmiechów
                  Zdają się lękać, jak śmiertelnych grzechów.
                  Wszystkie uderza struny po kolei,
        160     Prócz jednej struny - prócz struny wesela.
                  Wszystkie uczucia słuchacz z nim podziela,
                  Oprócz jednego uczucia - nadziei.

                  Nieraz go bracia zeszli niespodzianie
                  I nadzwyczajnej dziwili się zmianie.
                  Konrad zbudzony zżymał się i gniewał,
                  Porzucał lutnię i pieśni nie śpiewał;
                  Wymawiał głośno bezbożne wyrazy,
                  Cóś Halbanowi szeptał po kryjomu,